-
Wybierz czwarta opowieść:
- Koniakowski opowieści
- Styl dobrego schodzenia
- Beskid Śląski
- Bez wyciągu z Czantorii
- Dobka
- Na Kotarz
- Wędrówka na Szyndzielię
- Stożek
- zacznij raz jeszcze
Polecamy:
- Na Kotarz, Styl dobrego schodzenia, Stożek, Koniakowski opowieści, Do Chaty Wuja Toma
- Bez wyciągu z Czantorii, Stożek, Dobka, Zdobycie Baraniej Góry, Wędrówka na Szyndzielię
- Wędrówka na Szyndzielię, Na Skrzyczne, Bez wyciągu z Czantorii, Beskid Śląski, Styl dobrego schodzenia
- Wędrówka na Szyndzielię, Stożek, Koniakowski opowieści, Zdobycie Baraniej Góry, Styl dobrego schodzenia
- Wędrówka na Szyndzielię, Dobka, Beskid Śląski
- Styl dobrego schodzenia, Beskid Śląski, Bez wyciągu z Czantorii, Dobka, Na Kotarz
- Koniakowski opowieści, Stożek, Wędrówka na Szyndzielię, Do Chaty Wuja Toma, Na Skrzyczne
- Koniakowski opowieści, Dobka, Do Chaty Wuja Toma, Stożek
- Do Chaty Wuja Toma, Wędrówka na Szyndzielię, Stożek, Koniakowski opowieści, Zdobycie Baraniej Góry
- Stożek, Koniakowski opowieści, Zdobycie Baraniej Góry, Styl dobrego schodzenia, Beskid Śląski
- Beskid Śląski, Zdobycie Baraniej Góry
Beskid śląski
opowieści
Oto trzy wybrane opowieść:
Na Skrzyczne
trzecia opowieść
"Na Skrzyczne". Jedną z wielu ciekawych tras jakie odbyłem na terenie Beskidu Śląskiego to bez wątpienia zdobycie Skrzycznego. Nie sądziłem, że tego dnia, będę zdobywał szczyt. Miałem spotkać się z kierownikiem schroniska, a po rozmowie telefonicznej ustaliliśmy, że będę czekał wieczorem na telefon. Stało się troche inaczej, bo interesująca mnie osoba zjechała wyciągiem dużo wcześniej, gdy ja byłem poza zasięgiem telefonii komórkowej. W drodze wyjątku sprawe tą mogłem załatwić z bratem który był w schronisku. W czasie bezśnieżnego listopada ruszyłem z Dunacia biegiem do nartostrady, a potem cały czas w górę stokiem. O zmroku byłem na górze, a zejście nastapiło już w egipskich ciemnościach. Nie było szans, aby iść szlakiem, więc ponownie stokiem było najlepiej i najbezpieczniej.
Zdobycie Baraniej Góry
druga opowieść
"Zdobycie Baraniej Góry". Pewnego wakacyjnego popołudnia wpadłem na pomysł, aby pojechać z kumplem w Beskidy. Wybraliśmy Barania Górę, bo to przecież tam swoje źródła ma Wisła. Podróż koleją w tamtych czasach miała wiele zalet, a konkurencji prawie nie było. Jechaliśmy przez Katowice, w których była przesiadka, a potem w kierunku Zwardonia i wysiedliśmy na przystanku Laliki. Marsz w kierunku Baraniej Góry był troche wyczerpujący, bo słońce grzało niemiłosiernie, a Beskid Śląski w tamtym miejscu to głównie odkryte przestrzenie. Nocna jazda pociągiem stojąc i siedząc na korytarzu, dała się we znaki. Po dotarciu na szczyt poczuliśmy ulgę, że jednak cel został w szybkim czasie osiagnięty. Zeszliśmy do Pietraszonki, tam była fajna chatka studencka, a w niej jeszcze fajniejsze okazały się dwie dziewczyny z Elbląga.
Do Chaty Wuja Toma
pierwsza opowieść
"Do Chaty Wuja Toma". Pewnego ranka miałem odwiedzić schronisko Chata Wuja Toma, Bałatnią, Klimczok i Szyndzielnię. Po nocnej jeździe samochodem fiat seicento ruszyłem przez Szczyrk Biłą w kierunku Chaty Wuja Toma. Chciałem wjechać samochodem jak najwyżej się dało. Początkowo podjazd był typowo beskidzki tzn. płyty ażurowe leżące na drodze, a czasem tylko pod kołami. Wąski, sztywny i kręty podjazd przymusowo kończył się jakieś 10 metrów przed krzyżówką i placem manewrowym. Właśnie te 10 metrów przed kresem stoi znak zakazu wjazdu. Myślę, że niewiele osób potrafiłaby cofnąć samochód na sam dół po przejechanej poprzednio drodze. Myślę. że mi to mogłoby sie nie udać, a gdybym miał się zatrzymać przed znakiem, to automatycznie brak szans na dalszy podjazd. O słuszności zakazu wjazdu nie można przecież polemizować, ale lokalizacja jest bezmyślna.
